Archiwum kategorii: Bez kategorii

Kupujemy Dziennik Wschodni i oddajemy go mieszkańcom

Zainicjowaliśmy zbiórkę pieniędzy na odkupienie „Dziennika Wschodniego”. Mamy szansę, aby stał się pierwszym w Polsce regionalnym dziennikiem, o którego właścicielami będą sami mieszkańcy.

„Dziennik Wschodni” to jeden czterech dzienników regionalnych, które nie są kontrolowane przez spółki Skarbu Państwa ani zagraniczne korporacje. Gazeta cieszy się dużym powodzeniem:

  • w grudniu 2020 był najbardziej opiniotwórczym medium regionalnym w Polsce (wg badania Instytutu Monitorowania Mediów).
  • jej nakład wynosi ponad 5 tys. egzemplarzy (grudzień 2020),
  • portal odwiedza do 2,6 mln użytkowników miesięcznie.

Mimo tego, na wniosek Tomasza Kalinowskiego, lubelskiego dewelopera i udziałowca spółki Corner Media – wydawcy Dziennika Wschodniego, spółka została postawiona w stan likwidacji.

Kalinowski próbował blokować krytyczne teksty „Dziennika Wschodniego” o lokalnej inwestycji deweloperskiej. – Naszym zdaniem to zamach na wolność prasy. Nie zgadzamy się na podporządkowanie niezależnej gazety interesom deweloperów lub innych grup interesów – stwierdzili wówczas dziennikarze i inni pracownicy gazety we wspólnym oświadczeniu.

Zadaniem likwidatora jest sprzedaż spółki, poprzez licytację jej majątku. Tym samym mamy szansę uratować jeden z czterech regionalnych dzienników w Polsce, który nie jest własnością Skarbu Państwa ani korporacji. Mamy szansę zrobić Dziennik Wschodni prawdziwie niezależną gazetą, kontrolowaną tylko przez jego czytelników!

Może się zdarzyć, ze zebrana kwota nie wystarczy do odkupienia „Dziennika Wschodniego”. W takim wypadku pieniądze zostaną wykorzystane na założenie nowej gazety lub portalu, która(y) będą tworzyć dziennikarze zawodowi i obywatelscy. Kontynuować patrzenie na ręce lokalnym układom władzy i piętnować nieetyczne działania np. deweloperów.

Gdyby w Polsce o prezydenturze decydowali elektorzy…

Zgodnie z systemem politycznym panującym w USA, prezydentem kraju zostaje nie ten kandydat, który otrzyma więcej głosów w wyborach powszechnych, ale ten, kto zbierze więcej głosów elektorskich.

Elektorzy są rozdzielenie pomiędzy poszczególne stany, analogicznie do liczby senatorów i reprezentantów. Wszystkich elektorów jest 538. A gdyby w Polsce był podobny system wyborczy, kto zostałby prezydentem?

Gdyby w Polsce decydowali elektorzy…

Jeśli w naszym kraju o wyniku wyborów mieliby rozstrzygać – podobnie jak w USA – elektorzy, wówczas należałoby zacząć od rozdzielenia głosów elektorskich pomiędzy nasze „stany” (najpewniej województwa).

Wzorując się na przykładzie USA, w każdym województwie powinno być tylu elektorów, ilu ma łącznie przedstawicieli w sejmie i senacie.

WojewództwoLiczba posłówLiczba senatorówRazem (liczba elektorów)
Dolnośląskie34842
Kujawsko-Pomorskie25530
Lubelskie27633
Lubuskie12315
Łódzkie31738
Małopolskie41849
Mazowieckie631376
Opolskie12315
Podkarpackie26531
Podlaskie14317
Pomorskie26632
Śląskie551368
Świętokrzyskie16319
Warmińsko-Mazurskie18422
Wielkopolskie40949
Zachodniopomorskie20424

W sumie mielibyśmy 560 elektorów z 16 województw. Najwięcej elektorów przypadałoby dla województwa mazowieckiego (76), następnie śląskiego (68) i małopolskiego oraz wielkopolskiego (po 49). Najmniej dla lubuskiego (15) i podlaskiego (17).

Poniżej mapa Polski z podziałem elektorów pomiędzy poszczególne województwa.

Kto zdobyłby poparcie elektorów w wyborach prezydenckich 2020?

W II turze wyborów prezydenckich w 2020 roku kandydowali Andrzej Duda i Rafał Trzaskowski. Pierwszy z nich zdobył więcej głosów (10,44 mln), ale zwyciężył tylko w sześciu województwach (podkarpackim, lubelskim, świętokrzyskim, podlaskim, małopolskim i łódzkim). W pozostałych województwach większość głosów zebrał Rafał Trzaskowski, choć w sumie uzyskał nieco mniej niż Duda (10,02 mln).

Wobec tego, Andrzej Duda mógłby liczyć na poparcie 157 elektorów. Natomiast pozostałych 403 elektorów zapewne poparłoby Rafała Trzaskowskiego. Choć uzyskał mniej głosów wyborców, zostałby prezydentem z poparciem ponad 2/3 elektorów.

Nowe FIO – moje uwagi do programu dla organizacji pozarządowych

1. Nie 80, a 100 mln zł rocznie

Jedną ze sztandarowych zmian jest podwyższenie budżetu programu o 20 mln zł rocznie. Budżet poprzedniej edycji programu FIO (na lata 2014-2020) wyniósł 60 mln zł rocznie. Wzrost choć zauważalny, jest jednak nieadekwatny do wzrostu budżetu państwa.

W 2014 wydatki budżetu państwa wykonano na poziomie 312,5 mld zł (60 mln zł to 0,0192%). W 2020 wydatki budżetu państwa mają wynieść 508 mld zł. Planowane 80 mln zł stanowi 0,0157%. Zatem, choć budżet programu wzrośnie nominalnie, to zmniejszy się w stosunku do wartości budżetu państwa.

W latach 2014-2020 organizacje pozarządowe złożyły w sumie 26 tys. wniosków do programu FIO. Dofinansowanie otrzymały 3482 z nich, tj. zaledwie 13,4%. Przy założeniu, że liczba składanych wniosków nie wzrośnie (czy na pewno?) podwyższenie budżetu o 20 mln zł rocznie podniesie odsetek finansowanych projektów do ok. 18%.

W związku z powyższym wnioskuję, aby roczny budżet programu ustalić na poziomie min. 100 mln zł (0,0197% budżetu państwa na rok 2020).

2. Pomysł na więcej realizowanych projektów

Liczbę projektów można również zwiększyć, zmniejszając maksymalną wysokość dotacji na 150 tys. zł. Biorąc pod uwagę, że realizowane projekty trwają maksymalnie rok, taka kwota wystarczy na realizację działań dla dowolnej organizacji. Ponadto pozwoli zwiększyć liczbę dofinansowanych ofert o kilkadziesiąt rocznie!

3. Jawność dofinansowanych ofert

Wnioskuję, aby na stronie NIWu była dostępna lista dofinansowanych ofert (od momentu podpisania umowy) wraz z ich treścią. Obecnie treści dofinansowanych ofert są udostępniane na wniosek. Publikacja z automatu zmniejszy czas oczekiwania na otrzymanie odpowiedzi, uwolni pracowników NIW od każdorazowego odpowiadania i przesyłania dokumentów. Wreszcie, umożliwi zainteresowanym mieszkańcom i organizacjom kontakt i partycypowanie w projektach, które uznają za ważne i atrakcyjne dla siebie. W związku z tym proponuję  w rozdziale 9 „System realizacji Programu NOWEFIO”, w punkcie 9.1 programu (Zarządzanie i koordynacja) dodać punkt o brzmieniu:

15. publikacja listy, zawierającej treść dofinansowanych ofert.

4. Preferencje dla organizacji z terenów wiejskich

W dotychczasowym programie FIO organizacje zarejestrowane w małych gminach mogły otrzymać dodatkowe punkty. Nie miało przy tym znaczenia, gdzie realizują projekt. Np. Organizacja zarejestrowana na wsi, mogła realizować projekt dla mieszkańców miasta. Natomiast organizacje z tego samego miasta już dodatkowych punktów nie otrzymały. Uważam, że ten przepis należy usunąć lub zmienić w ten sposób, aby ew. dodatkowe punkty otrzymały projekty, które będą realizowane dla społeczności małych gmin.

Fundusze norweskie – szanse i zagrożenia dla organizacji pozarządowych

W ramach programu „Aktywni Obywatele – fundusz krajowy” do polskich organizacji pozarządowych w ciągu trzech lat trafi ok. 26,5 mln euro (113 mln zł). Czy to dużo? Na pierwszy rzut oka kwota wydaje się ogromna. Dla porównania w tegorocznej edycji konkursu FIO do rozdysponowania jest 31,4 mln zł a roczny budżet Narodowego Instytutu Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego wynosi 184 mln zł (w tym znaczna część przeznaczona na dotacje). Zatem nie. 26,5 mln euro z funduszy norweskich, to nie są ogromne pieniądze.

Tym bardziej ważne jest, abyśmy racjonalnie je zainwestowali. Tak, szkoda tych środków, aby je po prostu wydać. Na kolejne projekty, szkolenia, konferencje. Musimy je zainwestować. Zainwestować w nasze organizacje. Urzędy pracy udzielają dotacji na rozpoczęcie prowadzenia działalności gospodarczej. Warunkiem jest prowadzenie jej przez określony czas. Nikt jednak nie weryfikuje, czy po zakończeniu wymaganego okresu, osoba nadal prowadzi swój biznes. Świetnym wskaźnikiem wykorzystania pieniędzy z funduszy norweskich byłby odsetek organizacji, które trzy lata po zakończeniu finansowania swoich projektów, wciąż będą działać. Nie sztuką jest „skonsumować” 26,5 mln euro. Sztuką będzie, jeśli te środki przełożą się na usprawnienie metod działania i zwiększenie samodzielności organizacji pozarządowych.

Program wydaje się być skrojony tak, aby odpowiadał różnym typom organizacji. Są zarówno środki na duże projekty sektorowe, projekty tematyczne dla organizacji średnich, jak i stosunkowo małe granty, niewymagające wkładu finansowego. Każdy znajdzie coś dla siebie. Zastanawiam się jednak, jak poradzą sobie organizacje małe, w konkurencji z bardziej doświadczonymi i dysponującymi większym zapleczem organizacjami. Będą przecież konkurować w ramach tego samego konkursu i jednej puli środków.

Pewnie nie da się tego zweryfikować na podstawie złożonych wniosków, ale dobrze, gdyby grantodawca premiował nie tylko jakość napisanych wniosków, ale również jakość działań, realizowanych przez organizacje. Tak, aby środki nie trafiły tylko do tych, którzy mają najlepsze umiejętności w pisaniu wniosków. Dostrzeżono to w programie FIO, gdzie poza oceną punktową wniosku, eksperci oceniają również pomysł na realizację projektu. Może nie jest to rozwiązanie idealne, jednak zmierza w dobrym kierunku. Choć może bardziej od pomysłu, należy docenić np. ciągłość prowadzenia działań przez organizację, ich jakość lub znaczenie dla lokalnej społeczności?

Na szczęście operatorzy funduszu to organizacje posiadające znakomite doświadczenie i gwarantujące efektywne zarządzanie programem. To dobrze rokuje na przyszłość, bo trzeci sektor nie może sobie pozwolić na zmarnowanie szansy, jaką są fundusze norweskie.

Warto, aby oprócz dotacji na realizację działań, organizacje korzystały ze środków na rozwój instytucjonalny. „Projekty” są tylko okazją do realizacji naszych pomysłów. A rozwój instytucjonalny jest tym, co może zapewnić zakorzenienie naszych organizacji. Również zapowiadane wsparcie merytoryczne, np. podnoszenie kompetencji menadżerów organizacji, planowane przez Fundację Akademia Organizacji Obywatelskiej, jest nie do przecenienia (sam obecnie uczestniczę w programie Promengo i dzięki temu nauczyłem się, jak wiele spraw w mojej organizacji wymaga zmian). Mam nadzieję, że grantobiorcy będą świadomie korzystać również z tej oferty.

Dla mnie szczególnie istotne w programie jest wsparcie działań strażniczych. Organizacje zajmujące się kontrolą obywatelską nie mają wielu możliwości finansowania swoich działań. Fundusze norweskie są dla nich szansą na realizację swojej misji, ale również na zbudowanie podwalin niezależnego finansowania (w ramach rozwoju instytucjonalnego).

Martwi mnie trochę, że najbliższe lata będą okresem dużej dostępności środków dla organizacji pozarządowych. W sytuacji dobrostanu możemy zapomnieć o tym, że za kilka lat sytuacja może się zmienić. Jeśli przegapimy ten czas i okazję na wzmocnienie fundamentów naszych organizacji, konsekwencje mogą być dla nas odłożone w czasie, ale bardzo bolesne.

Fundusze dla organizacji pozarządowych w ramach programu „Aktywni Obywatele” to zarówno szansa, ale i zagrożenie. Wykorzystajmy (my – organizacje) tę szansę i unikajmy zagrożenia zmarnowania środków.

Jak się żyje w Lublinie?

W tym roku po raz pierwszy prezydent Lublina przedstawi raport o stanie miasta. Na sesji rady miasta w dniu 27 czerwca odbędzie się dyskusja z udziałem mieszkańców. Już w zeszłym tygodniu złożyłem przewodniczącemu rady miasta swoje zgłoszenie z podpisami ponad 50 osób.

Gazeta Wyborcza poprosiła mnie o komentarz na temat tego, jak się żyje w Lublinie. Poniżej moja wypowiedź:

Lublin przez ostatnie lata nadrabiał (i nadrobił) zaległości wobec miast o statusie wojewódzkim. Dziś z pewnością można stwierdzić, że dogoniliśmy największe ośrodki miejskie w kraju. Wyremontowanemu Placowi Litewskiego (często krytykowanej inwestycji) trudno odmówić zainteresowania mieszkańców. Wyraźnie widać, że korzysta z niego więcej osób, niż wcześniej. Aqua Lublin pęka w szwach. Stadion przyciąga sporo kibiców (choć na razie dobrych piłkarzy można obejrzeć tylko sporadycznie). I tu należą się słowa uznania prezydentowi i urzędnikom.

Jednak w tym nadganianiu zapóźnień gdzieś zapomniano o mieszkańcach. Można wręcz odnieść wrażenie, że ich głos nie jest słyszany w ratuszu. Widać to w sprawach dużych (Górki Czechowskie), średnich (zamiana działek z deweloperem, co zaskoczyło mieszkańców korzystających z terenu zielonego przy skrzyżowaniu Krańcowej i Drogi Męczenników Majdanka) i małych (sprawa prywatnego parkingu przy ul. Szewskiej, gdzie zamiast dojść do porozumienia zadowalającego obie strony, urzędnicy postawili na swoim, odgradzając się słupkami).

Lublin nie potrzebuje już dużych inwestycji. Teraz należy inwestować w ludzi. Aby dobrze się im mieszkało. Aby decydowali.

Moja wypowiedź wraz z opiniami innych społeczników znajdziesz na stronie www.lublin.wyborcza.pl.