Lublin nie najtańszym a najdroższym urzędem

Niedawno na portalu bankier.pl ukazał się przedruk ciekawego artykułu pt. „Wolne środki w samorządowej kasie” dotyczącego tzw. nadwyżki operacyjnej w budżetach lokalnych samorządów.

Nadwyżka operacyjna to najbardziej syntetyczna ocena kondycji finansowej samorządu, jego potencjału inwestycyjnego oraz zdolności kredytowej. Jej wielkość jest pozytywnie skorelowana z wielkością dochodów samorządu w przeliczeniu na głowę mieszkańca – uważa prof. Paweł Swianiewicz

Nadwyżka operacyjna jest różnicą między dochodami bieżącymi a wydatkami bieżącymi jednostek samorządu. Ciekawie to wygląda na poziomie miast wojewódzkich. Lublin zajmuje w tym zestawieniu ostatnie miejsce, z nadwyżką za 2007 rok 379,72 zł. Jak to się ma to odtrąbionego sukcesu dot. taniego samorządu w mieście Lublin? Tam kwota wydana na miejskich urzędników w przeliczeniu na 1 mieszkańca gminy pozwoliła osiągnąć 3 miejsce wśród miast wojewódzkich. Jednak tamten ranking trudno uznać za obiektywny. Wiemy przecież że za zarobkami jakie otrzymuje urzędnik w Lublinie, w zachodniej części raj trudno byłoby znaleźć jego odpowiednika. Lublin jest największym miastem wschodniej=biedniejszej części Polski, co (po podzieleniu wydatków przez ilość mieszkańców) pozwoliło uzyskać tak dobry wynik w tamtym sondażu.

Jak to się dzieje, że Lublin ma tak niski poziom nadwyżki operacyjnej? Powody mogą być dwa – albo ma małe dochody bieżące, albo za duże wydatki bieżące.

Te wydatki to np. służbowe samochody (na zdjęciu Skoda Superb – takie autko jest do dyspozycji służbowych w lubelskim ratuszu) i telefony rządzących naszym miastem. A nasi włodarze bardzo lubią te przywileje. Oto kilka przykładów:

1. Stanisław Fic – wiceprezydent Lublina. W październiku 2008 roku podczas wyjazdu służbowego nadłożył ponad 500 km, aby, jak potem tłumaczył prasie „uciec przed deszczem”. Zajście opisał Kurier, a sparodiował radny Marcin Nowak.

2. Krzysztof Łątka – były już sekretarz miasta Lublin. W maju tego roku, podczas wyjazdowych „wojaży” przejechał o 500 km więcej, niż powinien (na trasie Lublin-Rzeszów).

3. Elżbieta Kołodziej-Wnuk – wiceprezydent Lublina. Miesiąc temu przyłapana, gdy służbowym samochodem pojechała na zakupy do supermarketu.

4. Henryka Strojnowska – wicewojewoda lubelski. Kilka dni temu reporterzy Dziennika Wschodniego, zauważyli jak przyjechała do szpitala służbową limuzyną. Tłumaczyła się że to „na jakieś tam spotkanie”. Zresztą sami zobaczcie:

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=5BOMCOZdLQI&eurl=http%3A%2F%2Fwww.dziennikwschodni.pl%2Fapps%2Fpbcs.dll%2Fsection%3FCategory%3DWIDEO&feature=player_embedded#t=25[/youtube]Widać że z każdym miesiącem przywiązanie do służbowych „fur” rośnie. Najwyższy czas, aby ktoś wymyślił jak temu przeciwdziałać, bo zostały już przekroczone granice kultury (politycznej). Nie możemy się tu spodziewać, że takie wybryki zostaną ukrócone przez zwierzchników urzędników wymienionych wyżej. To przecież ta sama ekipa a trudno sobie wyobrazić aby „swój swojego” karał. Natomiast niezwykle trudno byłoby to wyegzekwować prawnie. Można napisać ustawę, ale czy to zapewni, że wykorzystywanie służbowych przywilejów dla celów prywatnych zmniejszy się? Pewnie nie. Co zatem nam, małym szaraczkom pozostaje? Monitorowanie prac urzędników, nagłaśnianie i piętnowanie wszelkich przejawów wykorzystywania przywilejów urzędniczych do celów prywatnych. Może macie państwo inne pomysły?

Do tego tematu mam zamiar wrócić jesienią.

Dodaj komentarz