Kolorowe ślepka kandydatów z plakatów

Na szczęście to już ostatnie dni kampanii wyborczej. Niebawem z ulic, latarń oraz trawników znikną „śmieci” wyborcze. Pisząc o śmieciach, mam oczywiście na myśli tysiące plakatów, które staną się zupełnie bezużyteczne po wyborach. Lublin i całe województwo lubelskie jest pewnie fenomenem w skali kraju pod względem natężenia kampanii wyborczej na ulicach i przy drogach. Bez mapy można zauważyć gdzie kończy się Lubelszczyzna, a zaczyna województwo świętokrzyskie czy podkarpackie. Tam plakatów jest niewiele.

W Lublinie komitety wyborcze płacą bardzo mało za możliwość wieszania plakatów (zaledwie 50 groszy za metr kwadratowy). Co prawda prezydent miasta wiosną chciał podnieść tę opłatę, ale nie zgodzili się na to miejscy radni, którzy w większości reprezentują PO i PiS.

Na ulicznych latarniach wisi już tak wielu kandydatów, że nie ma gdzie wcisnąć kolejnych. Niektórzy obsadzili po trzy plakaty na jednym słupie. Pod względem formatu największą megalomanią wykazał się Cezary Kucharski, którego plakaty mają ok. metr wysokości. Tuż przed rozpoczęciem roku akademickiego jego plakaty pojawiły się na latarniach pod Chatką Żaka.

Kilka dni wcześniej na placu Litewskim jeden z kandydatów do sejmu Nowej Prawicy mówił o „kolorowych ślepkach” postaci z plakatów wyborczych. Właściwie miał racje. Przy wykorzystaniu dostępnych technik graficznych, wygląd kandydatów na plakatów różni się od tego rzeczywistego. Naturę poprawiają zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Czasem wydaje mi się, że biorą oni udział w wyścigu o to, kto będzie ładniej wyglądał na plakacie.

Patrzą na mnie swoimi kolorowymi ślepkami, licząc na mój głos. Ale aby go otrzymać trzeba się wykazać czymś więcej niż umiejętnością korekty zmarszczek w programie graficznym. Mój głos może otrzymać kandydat, który ma dokonania w sferze społecznej oraz samorządowej. Kolorowe ślepka są nieistotne.

Dodaj komentarz